Nie ma, że boli! To mój ślub!

Swego czasu – nie pamiętam, gdzie – rzuciła mi się w oczy dyskusja w komentarzach, dotycząca wygody na własnym ślubie. O dziwo… nie dotyczyła samej wygody a tego, jak mało istotna jest! Nieco się zdziwiłam – wcześniej zdawałam sobie sprawę, że istnieją kobiety, które wygląd stawiają ponad własny komfort. Nie miałam pojęcia jednak, że jest ich aż tyle, zwłaszcza przyszłych Panien Młodych!

Bo jaki sens ma męka (i to niekiedy okropna!) w niewygodnych ale ładnych, butach? Albo w zbyt obcisłej, zbyt ciężkiej lub jakkolwiek zbyt, sukni? Do tego dodajmy fryzury, w których Panna Młoda boi się poruszyć głową, makijaż dodający jej lat i wiele innych, nie mniej istotnych – elementów. Gdzie tu ten wspominany już, sens – najmniejszy chociaż? No gdzie…?

***

Ustalmy sobie jedno: dzień ślubu to bez wątpienia dzień Pary Młodej. Owszem, macie błyszczeć. Owszem, jesteście najważniejsi. Jednak gdzieś w tym wszystkim nie należy zapominać, że ten blask i to pożądane piękno tkwią w Was, wystarczy je tylko wyeksponować. Podkreślić to, co w Was najładniejsze, najfajniejsze! Warto mieć na uwadze to, że od podkreślenia do przesady niekiedy dzieli nas zaledwie niewielki krok. Niezauważalny wręcz.

Mniej znaczy więcej – ale to już wiemy, prawda?

Piękno tkwi w prostocie, warto o tym przypominać. Między innymi z tego względu czasami warto zastanowić się, czy coś, na co decydujemy się w przedślubnym ferworze – jest naprawdę warte naszej uwagi. Co istotniejsze: czy naprawdę chcemy to na sobie mieć?

Bardzo często słyszy się argumenty, które przyszła Panna Młoda opiera na kimś, na zdaniu czyimś, nawet niekoniecznie dla niej bliskim. Bo nie wypada nie mieć welonu. Albo nie powinna mieć tylko rozpuszczonych włosów, trzeba przecież mieć fantazyjne upięcie! W balerinach do ślubu też nie pójdzie, toż to przecież wielki dzień i muszą być szpilki, najlepiej od projektanta! To nic, że w życiu miała na sobie obcasy dwa razy. W obu przypadkach… siedząc lub stojąc zaledwie. Do ślubu włoży, pójdzie, świadkowej upchnie w torebkę dziesiątki plastrów i wkładek na odciski. Ale będzie wyglądać, o to przecież chodzi, prawda?

Otóż nie. Wcale – ale to wcale! – o to nie chodzi. Koniec kropka.

Po pierwsze: Panna Młoda ma czuć się piękna. Po drugie: Panna Młoda nie ma obowiązku robić czegoś, co robią lub podpowiadają, inni. Po trzecie: Panna Młoda ma błyszczeć swoją naturalnością i wdziękiem, nie ilością świecidełek czy #details, którymi się obwiesi. Po czwarte: Panna Młoda ma w każdym momencie ślubu i wesela czuć się swobodnie. Ma jej być tak zwyczajnie, tak po ludzku WYGODNIE.

Mimo że o tym się głośno nie mówi (zupełnie nie rozumiem, dlaczego) – to trzeba o tym absolutnie zawsze pamiętać: Panna Młoda w dniu ślubu musi czuć się dobrze, wygodnie a co za tym idzie… pięknie!

Dlatego też w toku przedweselnych przygotowań, przy każdej niemal decyzji – powinniśmy kierować się w pierwszej kolejności tym, co my czujemy i widzimy. Między innymi z tego powodu jestem absolutną przeciwniczką zabierania ze sobą iluś tam osób do wyboru sukni ślubnej. Każda osoba to odrębne zdanie. Mama doradzi dłuższy rękaw, siostra inny dół a świadkowa najchętniej zupełnie inną suknię. Podobnie sprawa się ma z wrzucaniem zdjęć w sukniach na ślubne grupy i pytanie innych grupowiczek o to, która lepsza?

Kochane! Nikt – absolutnie nikt! – nie może wybierać za Was. To Wy tą suknię mierzycie, to Wy czujecie w niej wygodę lub niewygodę. Co najwyżej wyrazić swoje zdanie, którego Wy nawet nie musicie brać pod uwagę. 🙂

Suknia? Taka, w której czujesz się swobodnie i pięknie! Buty? Takie, w których możesz przejść półmaraton!

Zastanawiała się któraś z Was, ile kilometrów wydreptacie w dniu ślubu i wesela? No właśnie! Wybierając buty ślubne, należy pamiętać przede wszystkim o tym, że czeka nas niemal doba tylko w nich, jeśli w grę wchodzi wesele do białego rana. Więc włóż teraz niewygodne szpilki i chodź w nich po domu do jutra, do rana. Rób w nich dosłownie wszystko. Ugotuj obiad, posprzątaj, wyprowadź psa na spacer, absolutnie wszystko bez wyjątku w nich!

Kiepska perspektywa, prawda?

Nawet bardzo. Co ciekawe – wiele przyszłych Panien Młodych nie bierze pod uwagę kilku niezwykle istotnych kwestii, gdy rozmawiamy o butach ślubnych. Przez to, że o pewnych aspektach się nie myśli – później jest zawód a zaraz po nim ból i cierpienie. Albo co gorsza – ból i cierpienie w pełni świadome, z założeniem że… inaczej się nie da. Absurd!

Jak więc wybierać buty ślubne?

  • Przede wszystkim nie stawiaj na buty typowo… ślubne. Wcale nie musisz iść do ślubu w białych szpilkach, w ecru też nie musisz. Mało tego! Jeśli postawisz na jakiś kolor (choćby niezwykle uniwersalne beże) to buty przydadzą Ci się jeszcze wiele razy, już po ślubie. Wkrada nam się więc tutaj aspekt czysto praktyczny.
  • Wybierz taki rodzaj butów, w których czujesz się najlepiej. Nie ma najmniejszego sensu upierać się na kilkunastocentymetrowe szpilki, skoro na co dzień śmigasz w trampkach. Wybierz to, co Ci znane, lubiane i w czym Ci tak po prostu – najwygodniej.
  • Buty muszą być sprawdzone, roznoszone, zwyczajnie już używane. Naprawdę! Czasami czytam gdzieś o kupnie butów, schowaniu kartonika gdzieś tam i wyczekiwaniu dnia ślubu. Ale jak to? Wy tak serio? Toż to strzelanie sobie w kolanko, drogie panie! W butach, które mają nas nieść przez kilkanaście godzin – wcześniej trzeba przechodzić chociaż kilka razy tyle! Więc wkładajcie te buty w domu, chodźcie w nich na spacery, na lekcje pierwszego tańca, tańczcie w nich w domu, może pójdźcie na jakąś imprezę? Sprawdzone, niezawodne – poprowadzą Was przez calutki ślub i wesele. A Wy będziecie mieć pewność, że żadnych niewygód nie będzie. Warto?

Nie ma nic piękniejszego niż wypoczęta, szczęśliwa, swobodnie czująca się Panna Młoda!

O tym należy pamiętać absolutnie zawsze, przy każdym przedślubnym wyborze i będę powtarzać to do znudzenia, niezmiennie, wciąż i bez końca. Dlatego też każda decyzja związana z tym wielkim dniem – powinna być oparta na wsłuchaniu się w swoje potrzeby. Stwierdzenia typu: to mój ślub, niech boli – grunt że dobrze wyglądam! nie mają prawa bytu, z szacunku do własnej osoby, po prostu. Jesteśmy na pierwszym miejscu, nasz komfort, samopoczucie a co za tym idzie – promienny wygląd.

***

Wiem, że dużo czasu jeszcze upłynie nim świadomość tego wzrośnie. Wciąż pokutuje mit, że w dniu ślubu trzeba wyglądać niemal perfekcyjnie – przy czym to pojęcie perfekcji w wielu przypadkach idzie w naprawdę złą stronę. Gdzieś zapomina się o sobie samej – czyli jakby nie patrzeć osobie, bez której ślub nawet by się nie odbył.

Chcesz iść w balerinach do ślubu? Idź, niech tylko będą wygodne! Na co dzień śmigasz w szpilkach i masz ochotę wybrać te, które już masz – sprawdzone, ładne, ulubione? Wybierz, proszę bardzo! To Twój dzień, Twoje decyzje, to będą Twoje wspomnienia! A zdecydowanie lepiej będziesz wspominać przetańczoną noc niż… odciski. 😉

 

Zdjęcia wykonała niezastąpiona Lady Amarena Photography

(11) Comments

  1. Katarzyna says:

    Skad te bordowe buty? Rozumiem ze wygodne i warte uwagi?

    1. ślubposwojemu.pl says:

      Buciki są z Renee.pl. Tak, wygodne. Noszę je na co dzień, niejednokrotnie już przechodziłam cały dzień. Cena nie rujnuje portfela, buty ładne i wygodne a na dodatek zapakowane w piękne pudełko. 🙂

      Pozdrawiam!

  2. Najważniejsze to czuć się dobrze, ale dość często, gdy jest się młodym ma się tendencje do przesady i poświęceń nawet. Życzę każdej pannie młodej, aby czuła się w tym dniu i nie tylko pięknie. 🙂

    1. ślubposwojemu.pl says:

      Dokładnie!

      Pozdrawiam! <3

  3. Dużo w tym racji, a ja i tak miło wspominam te odciski na stopach, choć miałam wygodne buty, po wielu godzinach i tak dały popalić. 🙂

    1. ślubposwojemu.pl says:

      Co innego, gdy mimo wygody coś tam później się stało a co innego zupełnie świadomie decydować się na niewygodę. 😉

      Pozdrawiam!

  4. Ja na swój ślub długo szukałam butów idealnych tzn takich które będą mi się podobać + będą mega wygodne. No i na szczęście znalazłam takie 😀

  5. te bordowe szpilki są śliczne 😉 a co do rad, jeśli suknia jest do ziemi, to czemu naprawdę nie założyć czegoś wygodnego? I tak ich nie będzie widać. Ostatnio widziałam pannę młodą w trampach, żyła, była szczęśliwa 😉

  6. Marta says:

    Ja idę wczerwonych trampkach 🙂 nienawidzę nosić szpilek i nie zamierzam się męczyć. Na obiedzie poprawinowym będę w granatowym garniturze, sukienek też nie lubię. Do garniturku założe swoje jedne jedyne szpilki, w których wiem że można chodzić przez kilka godzin. Wygoda to podstawa i nie wyobrażam sobie męczyć się na własnym weselu

  7. Naprawdę kobiety nie dbają o własną wygodę? To przerażające! Ja miałam wygodne skórzane szpilki, ale ponieważ na co dzień w ogóle nie chodzę w takich butach to szybko zmieniłam na tenisówki. Złote, cekinowe absolutnie wyjątkowe, kupione specjalnie na tę okazje!

  8. Kurde, ja caly slub szykowalam pod siebie i swoja wygode. Od daty i miejsca zaczynajac, az po swoj stroj. Suknie mialam upatrzona kilka lat i facetów wcześniej, buty na sam slub mialam uzywane, balowalam w nich na innym weselu, a potem wskoczylam w biale, koronkowe baleriny za 25 zl, ktore po weselu wyrzucilam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *