Coś starego, coś nowego, coś niebieskiego i… coś pożyczonego

Kojarzycie ten moment z filmów, kiedy Panna Młoda, chwilę przed wyjściem na ceremonię ślubu – wyjmuje błękitne pudełeczko od Tiffany’ego i zakłada piękną biżuterię z niebieskim akcentem? Koniecznie z niebieskim! Bo przecież coś niebieskiego trzeba w dniu ślubu mieć. I pożyczonego, i starego. I nowego, oczywiście. Każdy pewnie o tym słyszał, każdy gdzieś tam się z podobnym tematem, spotkał. A czy zastanawialiście się kiedyś: po co to wszystko? 

Nie zaskoczę Was chyba stwierdzeniem, że Polacy uważani są za szalenie przesądny naród? Co do tego – nikt chyba nie ma wątpliwości, przesądy i wszelkie (dziwaczne, niekiedy) zabobony, to nasza specjalność. Nie przechodzić pod drabiną, nie robić tego czy tamtego. Gdy w grę wchodzi ślub – można wymieniać i wymieniać. Ale to temat na osobny materiał, nie dzisiaj! Wróćmy do tych czterech przedmiotów, które mieć przy sobie (podobno) koniecznie trzeba. 

Coś starego.

Tutaj najczęściej wybierana jest rodzinna biżuteria, czasami welon, innym razem ozdoba do włosów. Wszystko zależy od sytuacji, każda rodzina i każda Panna Młoda – to odrębna historia. Każda jednak niesie głęboko skrywane emocje, sentymenty budzą się i ciepło otulają bliskich sobie ludzi. Bo symbolika takiego starego drobiazgu jest przecież ogromna! Podkreślamy, jak ważna jest dla nas rodzina, jak mocno odczuwamy przynależność do niej i chcemy zadbać o jej trwałość.

Według przesądu, posiadanie czegoś starego w dniu ślubu, ma nam zapewnić wsparcie najbliższych w dalszym życiu.

Coś nowego.

Jestem wielką zwolenniczką dawania drugiego życia przedmiotom. Suknia ślubna, biżuteria, opaska, dodatki – to wszystko można po ślubie puścić w świat dalej, niech piszą się kolejne historie z nimi w roli głównej, niech dalej uszczęśliwiają, niech budzą kolejne piękne emocje. Nie ukrywajmy jednak, że większość Panien Młodych z ogromną radością kupuje sobie piękne drobiazgi, wybiera suknię ślubną, buty czy biżuterię i… to prawidłowa reakcja! Cóż innego może cieszyć tak, jak udane zakupy i to na ten jednej z najważniejszych dni w życiu?

A co z symboliką? Co ma nam przynieść ta nowa para butów albo sukienka? Wkroczenie na nową, lepszą drogę! Zagwarantować ma nam piękną przyszłość. Proste, prawda? Nie od dziś wiadomo, że nowa para butów potrafi odmienić życie.

Coś pożyczonego.

Najpierw historyjka! Mam taką ozdobę do włosów, która była wykorzystana w zorganizowanej przeze mnie, sesji stylizowanej. Po tej sesji trafiła do mojego pudełeczka na różne drobiazgi rekwizyty. I wiecie co? Już trzecia Panna Młoda za chwilę ją włoży w dniu swojego ślubu! Ozdoba trafia do kolejnych rąk, do kolejnych upięć w zasadzie i współtworzy kolejne cudowne historie. Niby nic a jednak… coś pożyczonego!

PS Niebawem będzie opcja wypożyczania jej i pisania kolejnych historii!

W zasadzie co jest powodem tego, że należy coś na własny ślub, pożyczyć? A no oczywiście przesąd o tym, że taki przedmiot stanowić ma coś na kształt amuletu. Brzmi dziwnie? Pożyczyć to COŚ powinniśmy od kogoś z najbliższych osób. Ma to symbolizować chęć wsparcia ze strony najbliższych, gdy będzie to potrzebne w Waszej nowej, wspólnej drodze. To rodzaj zapewnienia, że możecie na bliskich liczyć i zwrócić się do nich wtedy, gdy będziecie czuć taka potrzebę.

Coś niebieskiego.

Wróćmy na chwilę do pudełeczka od Tiffany’ego z pierwszego akapitu. Bo to właśnie biżuteria z błękitnym akcentem – jest często wybierana przez Panny Młode. Na równi z błyskotkami, wypadają podwiązki. Całe niebieskie, z niebieskim detalem albo chociażby koronką. Gdzieś za podwiązkami, plasują się… buty! Niebieskie buty są bardzo często wybierane w dniu ślubu. Co jest fajnego w tym wyborze? To, że kolorowe buty, jeszcze niejednokrotnie zostaną użyte później! Wtrącę ciut prywaty – sama szłam do ślubu w butach bordowych, które… noszę do dziś! Na co dzień, do pracy, wszędzie.

Co ma przynieść nam coś w kolorze niebieskim? Sam kolor ma tutaj symbolizować wierność, oddanie, przywiązanie, lojalność, wytrwałość. I chociaż przyjęło się powszechnie, że to biel ją symbolizuje – tutaj to właśnie odcień niebieskiego ma przywodzić skojarzenia ze skromnością i niewinnością, Panny Młodej.

Czy to wszystko jest niezbędne?

Oczywiście, że nie. Podobne zwyczaje są zależne tylko i wyłącznie od nas, od naszych chęci, przekonań i sentymentów. Nie zakładając niczego niebieskiego ani pożyczonego, wcale nie narażamy się na niepowodzenie w dalszym życiu. Nasza stylizacja nie jest z tego powodu niekompletna czy niewłaściwa. Nasza uroczystość wcale nie będzie przez to nieważna. Nigdy nie rozpatrujmy tego w podobnych kategoriach! Absolutnie nigdy!

Coś nowego, coś starego, coś pożyczonego, coś niebieskiego – czyli coś absolutnie dobrowolnego, coś co nie jest nawet w minimalnym stopniu obligatoryjne. Możemy to wszystko brać do siebie z niemałym przymrużeniem oka, jako wyraz przywiązania do tradycji czy sentymentu. I tyle. 

Zdjęcia (jak zawsze): Lady Amarena Photography

Innych zainteresowało też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *