#girlpower w branży ślubnej – wszystko, co trzeba wiedzieć o wsparciu w kobiecym biznesie | okiem wedding plannerki

Ania – copywriter i wedding plannerka (#teampowaszemu) z zawodu, blogerka z zamiłowania. Prywatnie żona inżyniera, mama dwójki, kawoholiczka i pasjonatka piękna prostoty w każdej postaci.

Ola – inżynier, niegdyś pianistka, startuperka. Zamiast samochodów – dziś konstruuje bezpieczną przyszłość Par Młodych.

Pewnego wieczoru w dwóch zupełnie różnych krańcach Polski, przed dwoma różnymi klawiaturami zasiadłyśmy MY i odbyłyśmy rozmowę, którą postanawiamy podzielić się ze światem.

***

O: Opowiedz mi, jak długo już w tym biznesie siedzisz i tak w ogóle… skąd pomysł?

A: To dopiero (!) półtora roku! Ale zaczęło się znacznie wcześniej, od pisania o ślubach. Miałam nieco inne niż standardowe, zdanie i postrzeganie pewnych kwestii, znalazłam więc swoją niszę. Kilku znajomym swego czasu pomogłam ogarnąć pierwszy taniec i ileś kwestii okołoślubnych, fajnie się w tym odnajdywałam. Po wielu latach copywritingu i redagowania niezliczonych ilości tekstów, chciałam wyjść do ludzi, zacząć robić coś o wiele bardziej dynamicznego. Postanowiłam o zrobieniu kursu w Akademii Wytwórni Ślubów i po nim miałam zdecydować, co dalej. Jak wyszło? A no tak, że dwa tygodnie po nim – zaliczyłam pierwszą koordynację dnia ślubu. I wciągnęłam się maksymalnie!

O: Wow! A co studiowałaś? Coś z zakresu marketingu? Bo u mnie historia absolutnie pogmatwana – mam wykształcenie inżynierskie i ekonomiczne, chciałam konstruować niemieckie samochody a konstruuję… śluby. Połączyłam wiedzę, doświadczenie, osobowość i weszłam w to! Oczywiście pierwsze śluby totalnie za free, gdzieś po znajomych ale radość – nie do opisania!

A: Oczywiście, że pierwsze śluby totalnie za free albo za grosze, co ledwie na kawkę wystarczy! Teoretycznie od początku powinno się już solidnie wyceniać swoje usługi, prawda jednak bywa nieco brutalniejsza. Ja studiowałam prawo ale od lat siedzę mocno w copywritingu i influencer marketingu, cały czas rozwijam się w tym kierunku, aktualnie kończę pisać swój pierwszy e-book i swój pierwszy kurs online, które w zasadzie nie miałyby prawa powstać bez tej wiedzy. Dzięki niej wszystko mogłam stworzyć sama.

O: Super, w naszej branży brakuje dobrych e-booków! Sama to robiłaś czy we wespółpracy z inną wedding plannerką? Prawo było marzeniem mojej babci, widziała mnie zawsze w tej roli, zwłaszcza gdy się seriali naoglądałyśmy. Tam prawniczki zawsze takie wystrojone, eleganckie, z klasą!

A: Wszystko sama, a co! Prawdę mówiąc – mimo, że to niewiele czasu – te pierwsze półtora roku to niemal zerowe wsparcie od kogokolwiek z branży. Wyjątek stanowią pojedynczy podwykonawcy, z którymi tworzymy fajne relacje i możemy na sobie polegać.

A: No tak, stereotypy! Osobiście nie lubię ubierania siebie czy kogokolwiek w jakieś ramy, które ktoś próbuje narzucić – chociażby z racji wykonywanego zawodu. Jednego dnia w dresowych joggersach i marynarce, innego w koronkowej sukience. Grunt to wyczucie!

O: Idealnie, że i o tym mówisz – bo w końcu o wsparciu właśnie miałyśmy pogadać, o branżowej dobrej energii i o jej… brakach! Ale może skupmy się na samych wedding plannerkach bo branża jest tak szeroka, że to temat na odrębną dyskusję, następnym razem!

A: Zwłaszcza, że inni przedstawiciele branży – są jakby bardziej otwarci. Zdecydowanie!

O: Albo są mężczyznami! I zupełnie inaczej podchodzą do biznesu.

A: Też racja. U kobiet jest z tym większy problem. Miałam nawet okropną sytuację, kiedy dom weselny prowadziła niespełniona wedding plannerka i niestety utrudniała wszystko od chwili, gdy zostałam zaangażowana do organizacji…

O: Kobieta kobiecie wilkiem, ach! Już gdzieś o tym pisałam – bo tyle się krzyczy o #girlpower, o solidarności jajników, o wsparciu i promowaniu koleżanek. No i co? NIC. Puste słowa! Sama doświadczyłam, że albo utrudniają albo są zwyczajnie interesowne. Kumplują się do momentu, gdy widzą że mają jakieś benefity – później nagle koniec. No i kopiują, to jest dopiero okropne! Namiętnie “inspirują się” tym, co robią inne. Znajoma z branży, wykonująca torty, ma ostatnio twardy orzech do zgryzienia. Jakieś dziewczyny po prostu wzięły jej nazwę książki i zrobiły biznes o takiej samej. Oficjalnie oczywiście nie mają pojęcia, o co chodzi…

O: Wracając do Twojej sytuacji – w Warszawie jest taki ciekawy lokal, na wyłączność zarządzany przez jedną wedding plannerkę. Albo zmieniasz sobie i bierzesz ją, albo dostajesz zaporową cenę za wynajem “gołej” sali. Ha, niech rządzi ślubny monopol!

A: Dużo się mówi o wzajemnym wsparciu ale nic z tego nie wychodzi. Na pewnych targach super mi się z kimś rozmawiało, zrobiłam zdjęcia, chciałam ich ująć w relacji. Zachwyt był, owszem! Bo blogerka, bo zasięgi, bo a nuż klienci. Gdy tekst powstał, poprosiłam o wzajemne udostępnienie. Do dziś nie udostępnili, gdy dowiedzieli się, że jestem również wedding plannerką na podobnym terenie, czyli… konkurencją.

O: A mnie uczyli, że konkurencja jest dobra. I nadal tak myślę. Ale jak widać – mentalność “moje najmojsze” wciąż wiedzie prym. A szkoda!

O: W temacie udostępniania mogę dodać też, że serce bije mocniej, gdy followersów więcej. Sama miałam mega dołek instagramowy, zagdałam markę, którą znam osobiście o wzajemne udostępnienie. Uzupełniamy się, nie jesteśmy konkurencją nawet. A gdzie tam! Zawsze była jakaś wymówka, no zawsze!

A: Ależ oczywiście! Przyszło nam żyć w takim pokręconym świecie, gdzie ilość followersów uzależnia od siebie stopień zainteresowania i “przyjaźni”.

O: Tyle razy źle wyszłam na współpracy z kobietami, że zdecydowanie bardziej wolę pracować z facetami. Raz, że zawsze pomogą, powiedzą co czują i sądzą a w gorszych chwilach nawet rzucą komplementem tak, że chce się dalej walczyć.

A: Myślałam, że jestem jakaś dziwna, że zazwyczaj wolę pracować z mężczyznami. Chociaż znam wyjątki wśród kobiet i nimi również się otaczam!

O: Jak myślisz, jest jakaś przestrzeń, jakaś nisza? Coś się w branży w końcu zmieni czy zostaną najwytrwalsi, po prostu?

A: Wpadł mi do głowy pomysł, być może nieco szalony.

O: Dawaj, opowiadaj!

A: A gdyby tak stworzyć grupę tych fajnych, wspierających się, osóbek i naprawdę (!) nawzajem się wspierać? Każda z nas jest z innego regionu, wiadomo że często potencjalny klient jest na wyciągnięcie ręki ale to nie nasz rejon, nie nasze realia. Wzajemne polecanie się na podobnych zasadach, nie jest niczym złym ani szkodliwym.

O: Mega pomysł! Mnie się w ogóle marzy zrobić imprezę dla wedding plannerek!

A: Nawet nie samą imprezę, co jakiś fajny weekend – warsztaty, chociażby z social-media czy obróbki zdjęć.

O: No tak, coś wartościowego! Takie See Bloggers ale dla wedding plannerów. To co, działamy?

A: Nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała: tak, działamy!

O: Co poradziłabyś wedding plannerkom lub tym, które dopiero wchodzą w ten świat? Bo mnie nasuwa się jedno. Babo, przestań być zawistna i pokochaj siebie, uwierz że jesteś unikatowa i zacznij kochać inne babeczki obok.

A: Otwieraj się na ludzi, nie wywyższaj i pracuj z tymi, z którymi jest chemia, pielęgnuj te znajomości, czerp z wzajemnością i wspieraj siebie i innych. Szczerze!

O: Ja bym dodała jeszcze na koniec, żeby uczyć się biznesu od panów. Tego jasnego przekazu i świadomości, że we współpracy jest siła. Spokoju, empatii i autentyczności, drogie koleżanki.

A: Podpisuję się pod tym rękoma i nogami, a co!

 

PS Fajnie nam to wyszło!

Zdjęcia (jak zawsze): Lady Amarena Photography

Innych zainteresowało też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *