Komu potrzebny jest wedding planner?

Świadkowa pomaga zapiąć suknię, guziczek po guziczku. Biega z Panną Młodą do toalety, żeby pomóc ogarnąć suknię. Wspiera słowem, zaraża uśmiechem, podsuwa to drinka, to kanapeczkę. Zastęp druhen jest cały czas w pobliżu, współtworząc atmosferę radosnego podenerwowania. Usługodawcy pilnują swoich obowiązków, wszystko rozgrywa się zgodnie z planem, godzina po godzinie. Bez zarzutu. Wszyscy świetnie się bawią, wszystko przebiega bez najmniejszych zakłóceń, wszystko jest takie i d e a l n e. 

Chciałoby się powiedzieć: niech się tak dzieje! I tutaj Was zaskoczę. Trudno o tak idealny scenariusz, o tak niezakłócony niczym, przebieg – gdy nikt nad tym nie czuwa. Warto pamiętać, że rodzina to nasi goście. Nie muszą wcale angażować się w takim stopniu w jakiekolwiek przygotowania, nie muszą czegokolwiek robić, nad czymkolwiek czuwać, cokolwiek brać na siebie. Po prostu nie muszą. 

Wedding planner to kreator i opiekun spokoju Pary Młodej

Jak to wygląda zza kulis? Nim Para Młoda jeszcze wskoczy w swój ślubny dzień, ja już jestem i działam. Wożę, zawożę, odwożę, przywożę. Kontroluję i sprawdzam. Doglądam przygotowań ceremonii, przyjęcia, witam się z kolejno przybywającymi usługodawcami, omawiam z nimi plan działania, przedstawiam scenariusz a później – krok po kroku odhaczam kolejne jego punkty, czuwając nad niezakłóconym wypełnianiem. Gdyby ktoś nie dojechał – reaguję. Gdyby coś się zepsuło, zniszczyło – reaguję. Gdyby czegoś zabrakło – reaguję. Gdyby Para Młoda lub jej bliscy, potrzebowali wsparcia – reaguję. Słowo klucz w zasadzie to właśnie: reaguję. Zawsze i na wszystko.

Najpierw mam za zadanie tak zaplanować ten dzień, żeby wszystko współgrało z wizją Pary Młodej. Tak wszystko dopasować, żeby spełnić ich oczekiwania, małe wielkie marzenia, zrobić niekiedy niemożliwe. Znaleźć najlepszych podwykonawców, mieszczących się w budżecie i znacznie wykraczających poza ramy przeciętności. Później doprowadzić do tego, żeby wspólnymi siłami osiągnąć założone efekty.

Zanim cokolwiek zaproponuję Parze – sama to sprawdzam. Oglądam miejsca, które będę mogła później obejrzeć już z nimi. Próbuję słodkości, które będą mogli degustować oni by dokonać jakiegoś wyboru. Słucham muzyków, których będą mogli posłuchać oni. Organizuję ślub i wesele, koordynuję ten najważniejszy dzień w życiu konkretnej pary a wszystko po to, żeby wziąć na siebie cały stres i szaleństwo nieprzewidzianych sytuacji, które ich wówczas już nie dotykają. Brzmi absurdalnie, trochę magicznie, trochę odjazdowo. Prawda?

Ślubu i wesela nie da się powtórzyć, żeby poprawić to, co nie poszło jak należy. Ślubu i wesela nie da się oddać na gwarancję, muszą być tymi udanymi – już za pierwszym razem. Konsultant ślubny to właśnie ten ktoś, kto czuwa nad tym niezakłóconym przebiegiem, tak bardzo zbliżonym do ideału. Bo przecież ideały nie istnieją ale… można się do nich przybliżyć!

Czego sama chciałabym doświadczyć w dniu swojego ślubu?

Chciałabym by ktoś podał mi kawę, moją ulubioną, gorącą – taką, jak uwielbiam, do tego może jakieś śniadanie? Znając moje zapędy do zapominania o jedzeniu, mogłoby się okazać że zjem dopiero weselny obiad, gdzieś późnym popołudniem… Zdecydowanie chciałabym, żeby w ten dzień ktoś pamiętał o moim śniadaniu za mnie! Chciałabym by ktoś był obok mnie podczas czesania i makijażu. Ale nie był w sensie stania i gapienia się na mnie. Rozumiecie? Trzy godziny męki bo ktoś grzebie nam we włosach, nakłada kolejne warstwy makijażu a kolejna para oczu patrzy ni to z zainteresowaniem, ni to ze znudzeniem. Chciałabym by ktoś przypilnował, żeby Pan Młody na pewno nie zobaczył mnie wcześniej, niż w kościele. Chciałabym nie musieć upominać DJ-a, że gra zbyt smętnie ani kuchni, że kolacja spóźnia się już godzinę. Mogłabym to wszystko robić. Ale na co dzień ogarniam tyle różnych spraw, że w dzień własnego ślubu wolę nie musieć nic. 

Ile Panien Młodych myśli podobnie? O ile sam proces organizacji ślubu i wesela może być ciekawym, emocjonującym doświadczeniem – o tyle dopilnowanie wszystkiego już w tym dniu – niekoniecznie bawi. Zwłaszcza, gdy pojawiają się nieprzewidziane, stresujące sytuacje. A wspomnienia dnia ślubu nie powinny mieć nic wspólnego z negatywnymi emocjami, które mogą się wówczas pojawić.

Dlatego zabiorę moją Pannę Młodą na wczesne śniadanie, dokładnie takie jak lubi. Wypiję z nią gorącą kawę, porozmawiamy o bzdurach – by się zrelaksowała. Zawiozę ją do fryzjera i wizażystki. Będę z nią cały czas. Będę obecna ale nie w sposób krępujący, wgapiona w Pannę Młodą. Pomogę jej włożyć suknię, odbiorę bukiet od florystki, przywitam się z DJ-em. I tak można wymieniać bez końca. Po prostu będę. Cokolwiek by się nie wydarzyło – Para Młoda swoje oczy będzie mogła skierować na mnie, oczekiwać reakcji. Będę mieć przy sobie wszystko, co może im się przydać. Będę kontrolować podwykonawców, rozliczać się z nimi z końcem imprezy, pomogę uprzątnąć dekoracje kwiatowe, prezenty, wszystko co trzeba.

Będę – to najistotniejsze słowo. Najważniejszy tak naprawdę element mojej pracy w tym dniu. 

Będę. W stanie gotowości. Cały czas. Każdą nieprzewidzianą sytuację, każdy problem, każdy stres – wezmę na siebie, uporam się z nim a Para Młoda będzie czerpać tylko z gotowego rozwiązania. Będą garściami czerpać z tego dnia, z ich dnia, żeby za ileś lat wspominać ten czas z błogim uśmiechem na twarzy, pamiętając tylko to, co absolutnie najlepsze i najprzyjemniejsze. Świadomość, że poniekąd skroję ten dzień na ich miarę? Bezcenna!

photo: Lady Amarena Photography

Innych zainteresowało też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *