Na czym warto oszczędzać a na czym nie?

Temat, na który można książki pisać! Tak obszerny, tak różnorodny, tak dynamiczny! Pewne kwestie pozostają jednak niezmiennymi, nad pewnymi za bardzo nie ma co dyskutować. Pod warunkiem oczywiście, że dzień ślubu i wesela – chcemy jak najprzyjemniej, wspominać.

Osobiście jestem zdania, że ślub i wesele mogą być niezapomnianymi i pięknymi, również bez olbrzymiego nakładu finansowego. Zawodowo jestem zdania, że nie warto być rozrzutnym na coś, co nie jest warte swojej ceny a w zamian… wydać na coś absolutnie jej warte. Tyle w telegraficznym skrócie. Przejdźmy do konkretów!

Na czym (nigdy) nie warto oszczędzać?

Fotograf. Złota zasada, której trzeba się trzymać: ślubu i wesela nie da się powtórzyć, zdjęcia muszą więc być zadowalające już za pierwszym podejściem. Niestety miałam wątpliwą przyjemność spotkać na swojej drodze fotografów, którzy nie mieli oka, wyczucia a do tego nawet… pokory. Dzięki takim osobom Pary Młode nie mogły cieszyć się piękną pamiątką z ich wielkiego dnia, w zamian zadowalając się jedynie znośnym efektem. Wybierając fotografa, nie musicie wybierać od razu tego z najwyższej półki. Weźcie jednak pod uwagę zawartość portfolio, podejście do klienta, styl wykonywanych zdjęć i to, czy złapaliście fajny kontakt, czy pomiędzy wami jest tzw. chemia. Fotograf to ktoś, kto pozostając totalnie niezauważony, ma być z wami w każdym istotnym momencie tego dnia. Zaufanie i dobry kontakt to podstawa.

Jedzenie. To jeden z trzech głównych filarów dobrego wesela (ludzie, muzyka, jedzenie). Nawet najpiękniejsze miejsce nie zrekompensuje nam braku dobrego jedzenia. Dlatego porównywanie cen tzw. talerzyka i licytacje, kto płaci mniej – trochę nie mają prawa bytu. Bo cena często nie idzie w parze z jakością, niestety. Dlatego warto dopłacić te dziesięć czy dwadzieścia za osobę, mając jednak pewność co do poziomu jedzenia na imprezie. Aktualnie coraz wyższa świadomość klientów i różnorodność na rynku pozwalają na to, żeby móc takich wyborów dokonywać. Nie musimy upierać się przy jednym miejscu tylko dlatego, że jest pięć kilometrów bliżej niż inne, w którym jedzenie jest lepsze. Za lat dziesięć czy piętnaście, nikt nie będzie tej odległości pamiętać. Kiepskie jedzenie jednak może być wspominane bez końca, w końcu… Polak głodny to Polak zły.

Muzyka. Ileż to ja razy słyszałam, że szkoda pieniędzy na DJa, przecież on TYLKO puszcza muzykę! Nie, nie. Nieprawda. Tylko puszczać muzykę to ja sobie mogę w domu, dla siebie. Albo w słuchawkach podczas joggingu. DJ, oprócz doboru i odtwarzania muzyki, również prowadzi imprezę. Dobry DJ to ktoś, kto pełni nierzadko również rolę wodzireja. To ktoś, dzięki komu wesele toczy się określonym, właściwym rytmem. Ktoś, kto potrafi porwać do tańca, rozbawić do łez i zaakcentować najważniejsze momenty przyjęcia. Nie warto oszczędzać na tej usłudze, w zamian decydując się na laptopa i playlistę.

Florystka. I tutaj temat jest dwojaki – z jednej strony warto na tej usłudze zaoszczędzić, decydując się na mniejszą ilość kwiatów. Z drugiej jednak strony, lepiej nie silić się na oszczędność i nie decydować się na samodzielne tworzenie dekoracji kwiatowych. Po pierwsze: brak umiejętności i doświadczenia. Po drugie: to nie musi wyjść taniej, floryści mają sprawdzone źródła, nierzadko tańsze niż dla przypadkowej osoby z zewnątrz. Po trzecie: weźcie pod uwagę swoje moce przerobowe. Na pewno chcecie zrywać się skoro świt w dniu własnego ślubu i ogarniać coś, o czym nie do końca macie pojęcie i zabierze wam sporo czasu oraz – co ważniejsze – energii? No właśnie. Macie więc już odpowiedź, dlaczego taka pozorna oszczędność to nie do końca jednak dobry pomysł.

Na czym warto (i można) zaoszczędzić?

Strój. Zwłaszcza w przypadku sukni ślubnych, przyjęło się mówić o kosztach sięgających nawet równowartości średniego wesela. Jeżeli mamy ograniczony budżet – albo po prostu nie chcemy wydać na ten jeden dzień, równowartości małego mieszkania – możemy bardzo zdroworozsądkowo podejść do tematu naszych stylizacji w tym dniu. Tanio wcale nie oznacza źle, kwestia odpowiedniego wyboru. Wystarczy wstrzelić się w okres wyprzedaży kolekcji i kupić coś nawet za połowę ceny, którą zapłacilibyśmy miesiąc czy dwa, wcześniej. Wystarczy znaleźć miejsce, w którym dobór czy uszycie sukni, będą oznaczać inspirujące wsparcie za stosunkowo niewielkie, pieniądze. Można też kupić suknię (już tak można!) czy garnitur w sieciówce i cieszyć się wdziękiem, w końcu to kobieta zdobi sukienkę a nie na odwrót!

Dekoracje. Owszem – możemy stworzyć weselny raj, rodem z Pinteresta. Wypożyczyć wszystko co się da, do tego niemal usłać salę kwiatami. Ale nie musimy, jeśli skrupulatnie liczymy ślubne wydatki, chcąc je możliwie mocno ograniczyć. Zminimalizowanie kosztów dekoracji nie umniejszy wagi wydarzenia. Warto pamiętać również o tym, że prosta elegancja czy absolutnie lekki styl – również będą wyglądać zachwycająco, jeśli tylko będą w zgodzie z naszymi upodobaniami. Dlatego zastanówmy się porządnie nad każdym elementem, który wpadnie nam w ręce i który chcemy kupić.

Atrakcje i upominki. Ślub i wesele to nie wesołe miasteczko, nie mamy absolutnie żadnego obowiązku zapewnienia gościom niezliczonej ilości atrakcji. Fotobudki, pokazy, drinkbary i tak dalej, i dalej. Bez tego wszystkiego też moża – a wręcz trzeba! – się świetnie bawić. Podobnie sprawa się ma z wszelkimi drobiazgami, które zwykle dostajemy na weselu. Goście będą się świetnie bawić również bez magnesów, cukierków, miodzików czy innych pierdółek, na które Wy tylko wydacie część budżetu. Zadajcie sobie ważne pytanie: czy w Waszym weselu chodzi o ilość atrakcji, niespodzianek, prezentów ? Czy może jednak o wspólne celebrowanie Waszego wielkiego dnia, przepełnionego miłością? 

Alkohol. Drinkbar to jedno, z czego można śmiało zrezygnować. Zbyt wielki wybór i rozdawnictwo – to następne w kolejce, grzeszki. Chcecie fajnie, niskobudżetowo i bezproblemowo? Postawcie maksymalnie dwa rodzaje alkoholu. Przykład: wódka i wina. Albo wódka i piwa. Albo wina i whisky. Wybór trunków uzależnijcie od tego, jakie najchętniej będą spijane w tym konkretnym towarzystwie. Nie kupujcie pięćdziesięciu butelek martini bo żona brata ciotecznego lubi tylko taki alkohol. Nie kupujcie mniej powszechnych rodzaju alkoholu – bo a nuż ktoś będzie miał ochotę? Nie jesteście złotą rybką, nie musicie spełniać życzeń, dopasowywać się pod pojedyncze osoby. Naprawdę! Kolejny temat? Nie rozdawajcie butelek wódki czy wina, gościom na odchodne. Ba! Nie kupujcie specjalnie dodatkowej ilości by takie praktyki zastosować. Goście będą imprezę wspominać tak samo, niezależnie czy z otrzymaną flaszeczką wódeczki – czy też bez.

Dlaczego wedding planner nie zawsze oznacza zniżki i w jaki (inny) sposób pozwala zaoszczędzić?

Przyjęło się i jest nagminnie powtarzane, że zatrudnienie wedding plannera – z automatu niemal oznacza jedno. Zniżki. Usługi i produkty najlepiej za półdarmo. Za uśmiech, ewentualnie. Bo klient nasz pan, konsultant więc niech od siebie nawet dołoży ale gratisek ogarnie! Nic bardziej mylnego, moi drodzy. Wedding planner zaoszczędzi Wasz czas i energię, które zużylibyście na (być może bezskuteczne) poszukiwania. Bo ma swoje kontakty i możliwości, dzięki czemu coś nieosiągalnego dla Was – może się z pomocą wedding plannera, stać jak najbardziej osiągalnym i dostępnym. Wedding planner wybiera to, co najlepsze, najodpowiedniejsze. Każdą ofertę przepuszcza przez filtr swojej wiedzy i profesjonalizmu, którego to doświadczenia Wam może zwyczajnie brakować. Dlatego nie oczekujmy od konsultantów tylko i wyłącznie ogarniania zniżek, nie o to w tym chodzi. Serio, nie o to! 🙂

photo: Lady Amarena Photography

Innych zainteresowało też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *