#zrobiliśmyniemożliwe Jesienne przyjęcie w szkolnym korytarzu

#robimyniemożliwe zobowiązuje, prawda? Gdy w grę wchodzi nieduży budżet, miejsce z potencjałem mniejszym lub większym – nie wystarczy kreatywność. Tutaj potrzeba mocnych relacji, ciężkiego sprzętu i sporo narzędzi. A tak na poważnie… wystarczy dobra wypożyczalnia, odrobina dekoracji DIY i możemy cieszyć się efektem, którego mało kto się spodziewał. 

Tak było i tym razem. Zostałam zaangażowana do organizacji małego przyjęcia (candy bar + kawa) w klimacie jesiennym, z zachowaniem minimum elegancji. W czym problem? Do dyspozycji szkolny korytarz, szkolne ławki, szkolne krzesła. I tyle. 

Można by rzec: ciężki orzech do zgryzienia!

Miało być jesiennie, bez przepychu, bez żywych kwiatów, bez zastawy – tylko filiżanki, słodkości i możliwie najwięcej dekoracji niskobudżetowych. Moja dewiza, gdy w grę wchodzi minimalizm lub oszczędność (albo jedno i drugie)? Postawić na mocną bazę, która przyćmi resztę. Zwróci największą uwagę, stając się jednocześnie motywem przewodnim, główną dekoracją i fundamentem całości. Moja decyzja była oczywista.

Bordowe obrusy i serwety, w zgrabnym trio ze złotymi podtalerzami. Absolutne minimum nakładu, utrzymując zarazem maksimum efektu. Bo w kilka chwil, które zajęło rozłożenie tego na stołach – miejsce zostało absolutnie odmienione. Wcześniej mieliśmy głównego bohatera – szkolny korytarz i jakieś tam stoliki, ustawione w rząd. Teraz mieliśmy głęboki odcień bordo, z niemniej dominującym złotem i to one skupiały całą uwagę. Szkolny korytarz ginął, jako nic nie znaczące tło. I o to chodziło, dokładnie o taki efekt!

Pozostała część dekoracji kosztowała… NIC.

Odejdźmy na chwilę od obrusów i podtalerzy. Na stole znalazły się również szklane wazony (typ karafka, IKEA), które posiadam i mogłam wykorzystać zupełnie bezpłatnie. Zostały napełnione kasztanami i liśćmi oraz bukietami róż, zrobionych z… suszonych liści. Czy można bardziej jesiennie? A no można! Bo na parapetach wylądowały mini-dynie i szyszki, w ilościach na tyle dużych by zupełnie przestrzeń pod oknami zdominować. Idźmy dalej. Przy każdym z wazonów stanęła mała złota latarenka (własność prywatna), z bordową świeczką wewnątrz.

Wymienione dekoracje nie kosztowały nic ponad kilka złotych za świeczki z sieciówki.

Zasadniczo podtalerze nie były tu konieczne. W końcu w grę wchodziły talerzyki deserowe i filiżanki, nie pełna zastawa. Uznałam jednak, że stoły będą szalenie puste a mocny detal w postaci podtalerza zaspokoi potrzeby dekoracji w naprawdę sporym stopniu. W ten oto sposób na nakryte bordowymi obrusami, stoły – trafiły rzędy równych podtalerzy. Na każdym z nich stanęła filiżanka, obok serweta – również ze złotą opaską. I tyle w temacie pojedynczych nakryć. 

Mimo mało spójnych z resztą, szkolnych krzeseł – udało się uzyskać efekt, który zachwycił grono zaproszonych gości. Nikt nie spodziewał się takiego widoku, wchodząc po szkolnych schodach. Bo już kawałek dalej, wchodziliśmy do zupełnie innego świata. 

Naprawdę niekiedy nie trzeba wielkich budżetów, ogromnych ilości dekoracji ani nawet sztabu ludzi, żeby zaskoczyć. Czasami wystarczy dobry pomysł, porządna baza (tak jak tutaj bordo i złoto, które dominują na tyle, że nie trzeba wiele więcej) i już, tylko tyle i aż tyle. Gdyby nie krzesła i tło – domyślilibyście się, że to szkolny korytarz?

Obrusy, serwety, opaski – APP Wypożyczalnia
Podtalerze – Złote podtalerze
Zdjęcia – Kadry Magdy

Innych zainteresowało też:

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *