Nowy trend: ślub i wesele z zakazem używania telefonów

Bywacie często na weselach? Ja bywam. Nie tylko służbowo, koordynując je. Bywam też oczywiście prywatnie, chociaż w mojej rodzinie panien i kawalerów na wydanie – powoli mamy już końcóweczkę. Bywam też dość często… wirtualnie. Czy to jest fajne? Nie wiem. Czy to coś wnosi w moje życie? Niekoniecznie. Bo co miałoby wnosić? Wiedzę o weselu ludzi, których nie znam? Czy może coś zupełnie innego?

Pamiętacie śluby i wesela dwadzieścia lat temu? Był fotograf, później czekało się na płytę od Pary Młodej – by przejrzeć fotki. Teraz mamy trochę łatwiej, mamy większy dostęp do technologii a smartfonem jesteśmy w stanie zrobić już od razu, na gorąco, piękne zdjęcia. 

Szkoda, że często popadamy w przesadę.

Najsmutniejszy widok dla Pary Młodej? Smartfony zakrywające twarze ich bliskich. Gdy ci idą do ołtarza, dookoła same wyświetlacze. Zdjęcia, nagrania, relacje live w mediach społecznościowych, oznaczanie Pary Młodej na niezliczonej ilości zdjęć, nie zawsze korzystnych dla nich. Bądźmy ze sobą szczerzy. Strzelamy selfie, okej. Ale kto pyta o zgodę na publikację? Choćby tak na luzie, po prostu? No kto? Właśnie. W zasadzie nikt.

Nie przychodzimy na wesele po to, żeby pochwalić się w mediach społecznościowych, swoim udziałem w nim.

Naprawdę nie o to w tym wszystkim chodzi. Przede wszystkim szanujmy prywatność swoją i swoich bliskich. Szanujmy prywatność tej wspomnianej Pary Młodej, najważniejszej przecież w dniu ślubu. Zdawajmy sobie sprawę z tego, że różni ludzie mają różne hierarchie wartości, różne zasady i różne granice nie do przekroczenia. Przykład? Osobiście nie wrzuciłam do sieci żadnego zdjęcia z mojego ślubu w towarzystwie gości, tak samo jak na co dzień nie wrzucam nigdzie zdjęć moich dzieci. To moje zasady, moje granice. Dlatego też moi bliscy nie wrzucają zdjęć moich dzieci z jakichś tam uroczystości. Oczywista sprawa, prawda?

Nie powinniśmy decydować za kogoś. Nie wrzucajmy fotki Pary Młodej, obsypywanej ryżem pod kościołem – na pięć minut po ceremonii. Nie informujmy świata o ich wielkim dniu, to w końcu… ich przywilej. Dlaczego mamy pierwsi o tym wołać? Jakie mamy do tego prawo? Kto je nam nadał? Może brzmi zbyt przesadnie, może nieco generalizuję w tym momencie ale zadajcie sobie jedno proste pytanie:

Czy chciałbym by ktoś wrzucał MOJE zdjęcia, z ceremonii MOJEGO ślubu, informując wszystkich, w tym naszych wspólnych znajomych – o MOIM wydarzeniu z życia?

Pomijając już zupełnie zdjęcia i filmiki wrzucane do sieci, zwróćmy uwagę na coś innego: ślub i wesele to czas celebrowania miłości dwojga ludzi, wielkie emocje i wydarzenie. Nie siedźmy wówczas ze smartfonem w ręce, scrollując Fejsbuczka czy inne kanały.

Owszem, rozumiem wyjątki.

Na przykład rodziców, którzy przyszli sami a dzieci zostawili pod opieką – sama w takich sytuacjach dzwonię chociaż raz, żeby zapytać o sytuację. Albo tych, którzy mają zobowiązania zawodowe i mimo, że dziś jest wielki dzień ich bliskich – muszą zerknąć w pocztę, odebrać czasem telefon. O ile to wszystko przebiega w atmosferze subtelności i dyskrecji, nie ma problemu!

Niejednokrotnie zdarzało mi się dyskretnie wziąć telefon, odpisać na ileś mejli, wrzucić zdjęcie na Instagram czy post na Facebooka, totalnie nie związane z tymi ludźmi i tym dniem. Dlaczego? Bo to moje powinności zawodowe były. Bo ślub odbywał się w piątek a dla mnie to dzień jak każdy inny, mocno pracujący. I staram się pogodzić świętowanie z obowiązkami.

Jeden z naszych własnych, weselnych gości – bardzo mnie przepraszał ale w holu hotelowym, nim pojechaliśmy na mszę, musiał wyciągnąć laptopa i ogarnąć ważny mail. I ja to rozumiałam. Usiadłam obok, poczekałam. Cóż za problem? Dla niego to ważne, dla mnie nieistotne. Dwie minuty. W czym miałabym więc robić ten problem? Nie wyciągnął komputera ostentacyjnie, na środek weselnego stołu przecież.

I o te granice chodzi. O zdrowy rozsądek.

Unplugged wedding.

Tak nazywamy wesele bez telefonów. Nie zdziwię chyba nikogo zbyt mocno: trend przybywa do nas powolutku z Zachodu. Czy ma prawo się przyjąć i u nas? Myślę, że bez problemu. Jesteśmy coraz bardziej świadomi granic, jakie należy wytyczać pomiędzy życiem a mediami społecznościowymi. Jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, że pogłębianie relacji jest istotą codziennego życia – nie ilość lajków. Owszem, ta świadomość wciąż należy do mniejszości. Ale o tym zaczyna się mówić. Zaczynamy się nad tym zastanawiać. To już naprawdę spory krok.

Absolutny plus takiego wesela? Wymienić można ich bezproblemowo kilka, czołowym i najważniejszym jednak powinien być jeden fakt. Żadne Wasze zdjęcia, nagrania ani informacje o Waszym dniu nie pójdą w świat bez Waszej wiedzy i chęci. Jeśli nie będziecie chcieli się tym wydarzeniem w ogóle dzielić – nikt nie zrobi tego za Was.

Kolejna zaleta? Nikt nie będzie przeszkadzał fotografom czy filmowcom, swoimi próbami wychwycenia najlepszych ujęć. Nie powstaną również takie kadry, które będą zwyczajnie nieudane a nim zdążycie się zorientować – pójdą w świat. Co jeszcze? Goście będą się dobrze bawić, cieszyć swoim towarzystwem i rozmowami, zamiast przeglądaniem #instaświata.

Jak zaplanować takie wesele?

Pomysłów jest wiele. Może fajny dopisek w zaproszeniu? Tyle na początek, żeby nikt nie był zdziwiony w dniu ślubu. Ciekawą opcją jest również zapowiedź przez księdza, urzędnika czy celebransa – o życzeniu Pary Młodej, dotyczącym nie robienia zdjęć podczas ceremonii. Kolejny, godny uwagi pomysł? Tablica informacyjna! Mamy tablice powitalne, mamy z usadzeniem gości. Wplećmy w którąś lekko ujętą informację o odłożeniu telefonów. I tyle.

Nie bójcie się stawiać takich granic podczas organizacji własnego ślubu i wesela. To Wasz czas. Nieważne, czy chcecie ślub w środę, w środku lasu, bez telefonów czy jakkolwiek inaczej – ci, którzy będą chcieli, absolutnie zawsze będą. Koniec kropka. Powodzenia!

 

Zdjęcia (jak zawsze): Lady Amarena Photography

Innych zainteresowało też:

1 komentarz

  1. O ile samą prośbę o nie robienie albo nie upublicznianie zdjęć z uroczystości ślubu albo przyjęcia weselnego rozumiem, i jest ona uzasadniona, o tyle osobiście uważam, że ślub i wesele z z prośbą o niekorzystanie z telefonu wcale było by już nie fajnym pomysłem. Nie dlatego, że fajna zabawa nie może się dla mnie odbyć bez telefonu, ale dlatego, że ktoś mógłby pracować/kontrolować sytuacje z dziećmi itd a po prostu dlatego, że mamy 21 wiek, żyjemy w takim świecie w jakim żyjemy i telefony są jego całkiem naturalną częścią i naprawdę nie wieżę że ich brak wpłynie pozytywnie na atmosferę dnia czy dobrą zabawę gości. Pomijam już, że niektórzy są po prostu na tyle przywiązani do telefonów, że czują się niekomfortowo bez niego, chodzi o fakt, ze naprawdę nikomu nie powinno przeszkadzać, że ludzie siedzący między sobą przy stole czasem odpiszą na kilka wiadomości, ktoś przejrzy sobie Facebooka a ktoś inny będzie pokazywał w tym czasie zdjęcia z wakacji sąsiadowi- to tez jest częścią Nas i może być częścią dobrej zabawy byle z umiarem! 🙂 Moim zdaniem więc Wesele bez samodzielnie robionych zdjęć – bardzo spoko, wesele bez telefonów – daleko od spoko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *