Ślub w czwartek, niedzielę a może poniedziałek? Dlaczego nie warto pytać innych o zdanie w tej kwestii?

Bardzo często (zwłaszcza w grupach ślubnych) pojawiają się pytania typu: co sądzicie o dacie ślubu 30 października? Albo: ślub dzień przed Bożym Ciałem, warto czy nie? Pomijam już zupełnie fakt, że nie powinniśmy o podobne sprawy pytać obcych ludzi. Bo odpowiedzi absolutnie zawsze będą mocno subiektywne. Nie uzyskamy jasnej, konkretnej i co najważniejsze – obiektywnej, odpowiedzi. 

W zamian będziemy mogli poczytać cały szereg argumentów przeciw. Bo goście masowo będą odmawiać. Bo każdy ma swoje plany. Bo na drogach ruch. Bo trudno o makijaż i fryzjera. Bo nikomu nie będzie się chciało brać jednego dnia wolnego. I tak dalej, i dalej. Tak naprawdę trudno wymienić wszystkie te argumenty, które mogą paść. 

Bywają i takie mocno oderwane od rzeczywistości.

Możesz przeczytać chociażby historyjkę typu: byłam na takim weselu, POŁOWA gości nie przyjechała, impreza była totalną klapą! I jak tu się nie zdenerwować, czytając takie bzdury? I ja te negatywne emocje doskonale rozumiem. Bo podobne historie na pierwszy rzut oka wyglądają naprawdę groźnie. Prawda jest jednak inna. Nieco bardziej brutalna. Są wesela w szczycie sezonu ślubnego, są takie zaplanowane i zaanonsowane od dwóch lat, są i takie naprawdę kameralne – na które goście nie przychodzą z absurdalnych powodów. Bo nie chcą.

Zapamiętajcie jedno. Każdy, kto naprawdę będzie chciał z Wami być – po prostu będzie.

Nieważne, czy w środku lata, w grudniu czy w przededniu jakiegoś święta. Oni z Wami będą. Mimo wszystko. Bo dane święto bywa co roku a Wasz ślub jest raz jedyny, nie do przegapienia. I o tym trzeba mówić, trzeba powtarzać! Ustalanie daty ślubu pod zadowolenie gości jest absurdem! Kochani, ci nieobecni z powodu doboru daty – nie powinni zaprzątać Waszej głowy. Nie chcieli? To nie przyszli. I koniec tematu.

Nigdy, naprawdę nigdy – nie pytajcie nikogo, kiedy zorganizować ślub i wesele. To Wasza decyzja. Tylko i wyłącznie Wasza. Przykład? Miałam parę, która chciała koniecznie ślub w piątek bo termin wymarzonej sali był wówczas wolny. Jedna osoba (!) ze stosunkowo bliskiej rodziny mieszka za granicą, w “sąsiedztwie” jednak. I w tej rodzinie powtarzano przez prawie rok przed ślubem, że “nie wiadomo, czy przyjedzie bo to jednak dzień roboczy”. Po pierwsze: powodowanie zbędnych nerwów u narzeczonych. I po co? Po drugie: próba zwrócenia na siebie uwagi i presja zmiany daty pod jedną osobę. Siedemdziesiąt innych dałoby radę, ta jedna nie? Zwłaszcza, że termin był ogłoszony rok wcześniej. Podobne sytuacje można przytaczać bez końca.

Nie da się dogodzić wszystkim. To prawda stara, jak świat! Ale wciąż aktualna. Zawsze znajdzie się ktoś, kto z jakiegoś powodu będzie niezadowolony. Ale wiecie co? To nie nasza sprawa! To jego subiektywne odczucia, wynikające z egoistycznych wymagań i oczekiwań. To zazwyczaj ludzie, którzy nie przyjmują do wiadomości najważniejszego: to Wasz dzień. Są Waszymi gośćmi. To nie oni dyktują warunki.

Jestem bardzo mocno wyczulona na dostosowywanie się do oczekiwań innych. I absolutnie przeciwna podobnym praktykom. Nigdy, absolutnie nigdy – nie dostosowujmy się do innych, nie spełniajmy czyichś marzeń. Spełniajmy swoje. Tylko i wyłącznie swoje. I tego absolutnie zawsze trzeba się mocno trzymać. Do zapamiętania! Naprawdę do porządnego zapamiętania.

To kiedy ten ślub?

Odpowiedź banalna, ciężko jednak przechodzi niektórym przez gardło: wtedy, kiedy Wy chcecie. Wybieracie rok, miesiąc i dzień – zgodnie z Waszymi pragnieniami. Marzycie o konkretnym miejscu na uroczystość i dostępne są tylko dość nietypowe terminy? Po prostu któryś wybierzcie. Ten najbliższy Waszym serduchom. Ten, na myśl o którym – czujecie fajny spokój. Ten, na myśl o którym – wiecie, że to dokładnie TO.

Nie ma złej pory na ślub.

Nie ma złego miesiąca na ślub.

Nie ma zbyt długiego, ani zbyt krótkiego – oczekiwania na ślub.

Przyjął się przesąd, żeby nie brać ślubu w miesiącu, którego nazwa nie posiada literki “r”. Skąd ten pomysł? Są różne tłumaczenia. Najczęściej mówi się o tym, że na tą literę rozpoczyna się słowo “rodzina” i tutaj szuka się związku z koniecznością zawarcia małżeństwa akurat wtedy. Inni tłumaczą to tym, że dawniej ślubów nie zawierano latem z prozaicznej przyczyny – to był czas żniw, nie zabawy. Bardzo często powtarza się, żeby ślubu nie brać w maju i listopadzie. Bo ceremonia w maju nie zapewni trwałości związku, zakochanie szybko minie. A listopad kojarzy się ściśle z Zaduszkami i… to dlatego.

Gdyby się tak uprzeć – w każdym miesiącu znajdziemy jakiś argument przeciw, pokroju tych przesądów. W styczniu – w końcu Nowy Rok, czysta karta, nie zapisujmy jej od razu! Dopiero co ludzie się na Sylwestra bawili, gdzieżby tam na wesele mieli znów iść. Luty? Zimno – to po pierwsze. Walentynki – to po drugie. Okolice Święta Zakochanych to zbyt duży banał, prawda? A nie chcemy być banalni! W marcu jak w garncu, wiadomo. Kwiecień-plecień i tak dalej… O maju była mowa wyżej. W czerwcu mamy Noc Świętojańską więc teoretycznie fajny termin na ślub, jednak bądźmy realistami – w czerwcu kończy się szkoła, zaczynają wakacje. Myślicie, że ktoś w tym okresie ucieszy się na wesele? Lipiec i sierpień to sezon urlopowy, odpada z wyżej wymienionego powodu. Wrzesień to początek szkoły, w październiku pogoda niepewna. Listopad to Zaduszki a grudzień to Gwiazdka.

Widzicie? Zawsze jest coś, co można uznać za dobry argument przeciw, gdyby się uprzeć. A nie o to przecież chodzi. Osobiście jestem mocno za ślubami w fajne daty właśnie! W Walentynki – wcale nie jest banalnie! Jedni pójdą do kina, wręczą wybrankom serduszkowe czekoladki, inni będą ślubować sobie nawzajem miłość i wierność. Dalekie od banału, naprawdę. A może w Boże Narodzenie? Zaraz odzywają się wówczas głosy, że to Święta i ludzie chcą spędzić czas z rodziną. A czymże innym jest ślub i wesele, jeśli nie celebrowaniem z bliskimi? No halo!

Czym kierować się przede wszystkim?

To nie jest tak, że rozpoczynając przygotowania do ślubu – musimy od razu znać konkretny termin, który nas zadowoli. Nie musimy mieć żadnego jasno określonego oczekiwania. Nie musimy mieć nawet żadnych wyobrażeń. Po prostu powinniśmy dojść do tego sami. I wtedy mamy TO. A jak sobie to nieco ułatwić? Co pomoże nam dookreślić oczekiwania? Odpowiedź na kilka istotnych pytań:

  • Jaki miesiąc absolutnie nie wchodzi w grę?
  • Dlaczego? Czy ten powód jest ściśle związany z nami? Czy może z czyimiś oczekiwaniami? Jeśli to pierwsze – okej, pomijamy dany miesiąc. Jeśli to drugie – ignorujemy ten powód, i nie bierzemy pod uwagę.
  • Czy jest jakiś miesiąc a może data, który szczególnie jest nam bliski? Czy jest taki termin, który jako pierwszy przychodzi nam do głowy?
  • Czy jest jakieś konkretne, wymarzone miejsce na wesele? W jakich terminach jest dostępna? Czy któryś z nich nam odpowiada?
  • Czy na dany – wstępnie wybrany – termin, pozostali usługodawcy, również mają wolne terminy? Czy widzimy jakiś termin wspólny dla wszystkich spośród wolnych?

Macie odpowiedzi? Macie już jasność? Ustalcie ten termin, bez zważania na uwagi i presję innych. 

Zdjęcia (jak zawsze): Lady Amarena Photography

Innych zainteresowało też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *