Te elementy ślubu i wesela nie są obowiązkowe!

Przychodzi ten, ekscytujący na swój sposób, czas przygotowań do ślubu. Gdy decydujemy się zorganizować wszystko sami, nagle dookoła nas znajdują się sami wedding plannerzy, dekoratorzy, specjaliści savoir-vivre, styliści i smakosze. Cały sztab ludzi gotowych doradzać, pouczać, narzucać. Ustalmy sobie jedno: jeśli nie wybraliśmy kogoś do roli specjalisty w danej dziedzinie, nie płacimy jemu za rady, pomysły i wykonanie, nie musimy absolutnie nikogo zdania brać pod uwagę. Zwłaszcza, gdy jest zupełnie odmienne od naszego.

Bo – moi drodzy (przyszli) nowożeńcy – tylko i wyłącznie Wasz gust, Wasze pragnienia i Wasze wizje, mają tutaj znaczenie. To Wasz wielki dzień, ma być #powaszemu, ma być tak jak Wy to widzicie oczyma swojej wyobraźni.

Siostrzenica koleżanki matki tak miała, Wy nie musicie.

Bardzo błędnie pewne utarte schematy zaczęto uważać za konieczne tradycje. Ileś par tak zrobiło, ileś to powtarza wciąż i później powszechnie uważa się, że nie ma innej opcji. Nic bardziej mylnego! Inne opcje są zawsze. Wystarczy, że macie inny pomysł. Wystarczy, że z czegoś chcecie bez żalu zrezygnować. Wystarczy, że macie określony pomysł na swój ślub. Moja rada? Zróbcie TO!

Nie oglądajcie się na innych, każdy ma swoje pięć minut i wówczas może skorzystać ze swoich pomysłów. Nie musi wciskać ich na siłę Wam. A Wy nie musicie czuć się zobowiązani do brania tego pod uwagę, do jakichkolwiek zmian w swoich planach i wyobrażeniach, do spełniania czyichś marzeń.

Bez czego ślub i wesele mogą się odbyć?

  1. Bez rosołu. Brzmi absurdalnie ale… dla wielu ludzi wesele to gorący rosół i zimna wódka. Tyle w temacie menu. Do tego koniecznie schabowy, śledziki i sałatka jarzynowa. Okej! Kto nie lubi sałatki – niech pierwszy rzuci kamieniem. Ale, ale, ale nie musimy jej jeść również na weselu! Podobnie sprawa się ma z każdą inną pozycją menu. Fajnie jest miksować sprawdzone z nowym, stawiać na oryginalne połączenia i zaskakiwać bliskich. Przykład? Na jednym z naszych wesel, obiad wystartował zupą kremem z pomidorów. Drugie danie było nieco bardziej zachowawcze – wjechało mięso różnego rodzaju (trzy propozycje) do wyboru, schabowego jednak brakowało. Do tego dodatki, również do wyboru. Goście zajadali, nikt nie narzekał, nikt o rosół się nie dopominał.
  2. Bez pierwszego tańca. Temat rzeka. Co chwilę słyszę i czytam pytania o to, jaka piosenka to ta najlepsza na pierwszy taniec? Jak przetrwać ten moment, jeśli któreś z Państwa Młodych nie lubi lub nie umie tańczyć? I tak dalej, i dalej. Zapominamy o jednym. W zasadzie najważniejszym. Pierwszy taniec absolutnie nie jest obowiązkowy. Ani trochę! Możecie rozpocząć wesele polonezem, możecie zatańczyć ukochane tango lub walca, możecie zaskoczyć wszystkich naturalnością i po prostu pobujać się do ukochanej piosenki. Możecie też nie tańczyć nic. Bez wychodzenia na środek, bez bycia w centrum uwagi, bez robienia czegokolwiek na siłę. I to też będzie dobre! To Wasz wybór, wesele nie musi odbywać się według scenariusza, narzuconego przez jakiekolwiek utarte schematy.
  3. Bez błogosławieństwa rodziców. Bardzo błędnie uważa się, że to element zarezerwowany tylko i wyłącznie dla ślubów kościelnych. Bo z czym kojarzy się błogosławieństwo w polskich realiach? Para Młoda klęczy, jest krzyż do ucałowania, jest woda święcona. A to nie do końca o to musi chodzić! Błogosławieństwo (jeśli obie strony tego chcą) to przede wszystkim wyraz przychylności dla związku i życzenia Parze Młodej, wszelkiej pomyślności. Można pominąć tutaj nawiązanie do religii, jeśli narzeczonym zależy na świeckim charakterze. Czasami wystarczy szczery uścisk ręki i przytulasy, czasami kilka słów w cichym porozumieniu.
  4. Bez żenujących zabaw. Wydawałoby się, że czasy zabaw weselnych z podtekstem – już minęły. Niestety nadal są na topie, niektóre naprawdę niewybredne. Wbrew powszechnym opiniom, nie są one elementem obowiązkowym takiej imprezy. Jeśli nie czujemy się komfortowo w podobnych sytuacjach, nie zmuszajmy się do czegokolwiek.
  5. Bez podziękowania dla rodziców. Tutaj z kolei utarło się, że zapraszamy rodziców na środek, tańczymy w kółeczku a w tle leci Cudownych rodziców mam albo coś podobnego. Do tego obowiązkowo dorzucić należy kosze wypełnione kawami, herbatami, czekoladkami i innymi upominkami. I tyle w temacie. A tak naprawdę wcale nie jest to najlepsze wyjście. Bo podziękować rodzicom można w kameralnej atmosferze, w zaciszu domowym, przy kolacji albo innej okazji. Nie są wymagane też prezenty – a jeśli już chcemy je wręczyć, nie musimy ograniczać się do banalnych koszy z kawą, którą mogą sobie sami kupić w byle spożywczaku.
  6. Bez poprawin. Wesela dwudniowe zdarzają się, to fakt. Poprawiny jednak mają naprawdę różny charakter. Od późnych śniadań (polecam tą opcję z całego serca!), przez popołudniowe spotkania przy kontynuowaniu jedzenia i picia, na kolejnym dniu tańców i biesiadowania, kończąc. Są też grille we własnych ogrodach. Są również spokojne spotkania w gronie najbliższych z gości. Poprawiny w jakiejkolwiek formie to fajna sprawa, gdy większość gości jest z daleka, nocuje w miejscu wesela i następnego dnia możemy ich ponownie ugościć, zanim wyruszą w drogę powrotną. Fajna ale nie obowiązkowa. Nie jesteśmy zobligowani do organizowania kolejnego dnia imprezy. Jeśli nie czujemy takiej potrzeby, budżet nam nie pozwala, są inne powody – po prostu się tego nie podejmujmy. Bez tego też będzie wspaniale!
  7. Bez upominków dla gości. To drobiazg, który choć miły – nie jest obowiązkowy. Branża prześciga się w coraz oryginalniejszych pomysłach i muszę przyznać, że niektóre są naprawdę czarujące. Niekiedy jednak na weselach jest już taki przesyt wszystkiego albo co gorsza – nic do siebie nie pasuje, że naprawdę o wiele lepszą opcją jest sobie po prostu… odpuścić. To tylko detal, nie silmy się na oryginalność, na którą brakuje nam pomysłu. Nie wciskajmy też na siłę czegoś, co totalnie do całości nie pasuje. Nie w upominkach tkwi recepta na udane wesele. To wspomnienia i atmosfera się liczyć będą w przyszłości.
  8. Bez disco-polo i przyśpiewek. W wielu regionach oraz kręgach, to absolutne #musthave weselnej biesiady. I choć sam temat muzyki disco-polo (nikt nie lubi a każdy zna) jest dość obszerny, skupmy się na samym weselu. Jeśli Para Młoda nie lubi takich klimatów, nie widzi miejsca dla tego typu muzyki na swojej imprezie – nie ma potrzeby narzucać tego wbrew sobie i robić czegoś tylko i wyłącznie dla innych, dla czyichś wizji. Coraz głośniej mówi się o tym, że wesele bez disco-polo ma prawo się udać, może być naprawdę fajne, jeśli nie lepsze w wielu przypadkach. Coraz więcej DJ-ów i muzyków specjalizuje się w prowadzeniu wesel bez tego rodzaju muzyki. Coraz częściej możemy (świetnie) bawić się na takich imprezach.

To zbiór zaledwie tych elementów, o które toczy się najwięcej dyskusji. Bo prawda jest niezwykle prosta i brutalna zarazem: Wasz ślub, Wasze wesele, mogą odbyć się bez wszystkiego tego, co tylko uważacie za zbędne. Prawda jest też taka, że w większości przypadków Pary Młode ulegają ogromnej presji. Jakiej? A no presji rodziny. Presji znajomych (X miała piękny ślub i wielkie wesele – to ja nie będę mieć, gorsza będę?!). 

I w ten oto prosty sposób zapraszamy gości, których nie czujemy potrzeby widzieć. Wybieramy atrakcje, które ani nas nie bawią ani się nawet nie podobają. Nasz wielki dzień, jedyny taki w życiu – zaczyna żyć własnym życiem a my czujemy się tym zwyczajnie stłamszeni. A najlepsze (i najgorsze zarazem) jest w tym wszystkim to, że gdyby tak te wszystkie pary zapytać: czy gdyby mogły cofnąć czas, coś by w przygotowaniach zmieniły? Całkiem sporo odpowiedziałoby przecząco. Bo nam po prostu wmawiano od zawsze, że udane i wspaniałe wesele to wesele z zastępami niewidzianych od lat piętnastu wujków, kiczowatymi oczepinami i poprawinami przez calutką niedzielę. I takie przekonania o ślubie i weselu idealnym wciąż gdzieś w nas tkwią.

photo: Lady Amarena Photography

Innych zainteresowało też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *