Wesele bez disco polo: hit czy kit?

Pobawmy się! Zadajcie pytanie – czy to podczas rodzinnego obiadu, czy na weselnym forum, czy podczas przerwy w pracy – i obserwujcie reakcje, słuchajcie odpowiedzi, wyciągajcie wnioski.

Bez jakich piosenek nie może odbyć się wesele?

Tutaj inwencja twórcza rozmówców niekiedy pędzi jak szalona! Można usłyszeć zarówno te kawałki, które zna każdy – jak i te znane zdecydowanie mniej, wcale niemal. Wszystko zależy od gustów a jak wiadomo, o nich się nie dyskutuje. Ale załóżmy, że się w podobne zgadywanki bawimy. Załóżmy, że ktoś zadaje takie pytanie. Jak brzmi moja odpowiedź?

# Time of my life

# Stumblin in

# Bailando

To moje typy, nie musicie brać tego jakkolwiek na poważnie, jakkolwiek w ogóle. Zapytałam dalej, kolejnej osoby. A oto trzy pierwsze odpowiedzi, które usłyszałam:

# Jedzie pociąg z daleka

# Przetańczyć z Tobą chcę całą noc

# Żono moja

Jest przepaść? Jest! Widzicie różnicę? Owszem, drugi zestaw odpowiedzi jest dość tendencyjny. Tradycyjne polskie wesele, z zespołem muzycznym o skłonnościach głównie do disco-polo. A zaostrzmy nieco dyskusję i rzućmy hasło: wesele bez disco-polo to też wesele. Wtedy to dopiero usłyszymy, jak bardzo nie ma prawa się udać, jak kiepskie będzie, jak źle goście będą się bawić. Wierzcie lub nie ale… to nieprawda! Powieje prywatą ale zdradzę maleńki sekret, niby niewiele znaczący ale będący jakimś tam dowodem w temacie:

Moje własne, prywatne wesele – odbyło się bez wybrzmienia ANI JEDNEJ piosenki disco polo.

Stąd wiem, że podobna impreza może być udana, może być pięknie, radośnie, można tańczyć do białego rana, świetnie się bawić i nie czuć ciarek żenady po trzydziestej piosence podobnego pokroju, totalnie nie pasującego do nas i klimatu naszego dnia. Kolejny dowód? Prywatnie byłam na weselu bez disco-polo. Udało się, było świetnie! Skoordynowałam wesela bez disco-polo. Żadne nie skończyło się przed świtem. To naprawdę działa, to się udaje i pora zacząć mówić o tym tak, jakby to było coś absolutnie normalnego. Bo jest. Najzwyczajniej w świecie jest czymś skończenie zwyczajnym.

Nasze wesele to nasza impreza. My jesteśmy pomysłodawcami, my je organizujemy, my dokonujemy wyborów z nim związanych. I to (tylko i wyłącznie) od nas zależy, jaka muzyka będzie tego dnia i nocy, płynąć z głośników. To nasza decyzja, czy zaśpiewa na żywo zespół, czy też wystąpi DJ.

Powtórzyć, zapamiętać i zastosować. Nic ponad to. Nie przyjmuję do wiadomości tłumaczeń typu: musi być – bo się goście bawić nie będą, co powie mama, co powie wujostwo, co ludzie powiedzą? Wiecie, sprawa akurat jest taka (co powtarzam bardzo często), że nigdy – absolutnie! – nie da się dogodzić każdemu. Zawsze znajdzie się ktoś zadowolony. Bo wiecie… wiatr za mocno dmuchnął, ksiądz mógłby się bardziej uśmiechać a kelnerki mogłyby mieć ładniejsze uniformy. Zawsze, naprawdę zawsze, znajdzie się w gronie gości ktoś taki, kto znajdzie sobie jakiś punkt zaczepienia i będzie w jakimś stopniu, nieusatysfakcjonowany.

Pomińmy więc takie negatywne osóbki, zwyczajnym milczeniem.

Dlaczego coraz częściej odchodzimy od wesel z muzyką disco-polo?

Bo jesteśmy bardziej świadomi siebie, swoich upodobań i krzywdzących ram, w które od zawsze nas wkładano. Kto by pomyślał by dwadzieścia lat temu, postawić na takie fanaberie i wymysły, co by wesele bez Przez twe oczy, te oczy zieeeeeeeeeloooooooneeeeee, robić?! No, kto? No właśnie. Nikt. W większości przypadków, niestety – nikt. I na szkodę dla ogółu, wciąż pokutuje mit, że tak robić nie można, nie wypada, no nie przystoi.

Ostatnio przeczytałam mniej więcej coś takiego: Muzyka, jedzenie i atrakcje są dla gości. Oni są większością. Oni robią łaskę Parze Młodej, że przybywają i dla nich ma być wszystko. Para Młoda może pójść na ustępstwa i przymknąć oko na coś, czemu jest przeciwna. O matko, nic bardziej mylnego! Dlaczego? Cofnijcie się kilka akapitów wstecz, dla leniwych przypominam: nie da się dogodzić każdemu. I koniec kropka.

Jest mnóstwo rodzajów muzyki, która odpowiada każdemu, przy której można się dobrze bawić, którą każdy zna (roztańczone lata 90. chociażby!). Jest naprawdę wiele alternatyw dla disco-polo, nie musimy się zmuszać do tego wyboru. Nie musimy ulegać presji argumentów, totalnie oderwanych od rzeczywistości. Zróbmy wesele po swojemu, w stylu dopasowanym do nas. Niech odbędzie się w taki sposób, żebyśmy siedzieli tam z przyjemnością. Jeżeli chcemy wyprawić eleganckie przyjęcie, w rytmie jazzu czy swingu – zróbmy to! Jeżeli chcemy bawić się przy dźwiękach latino – zróbmy to! Po prostu zróbmy to, co dyktuje nam serce i odrobina rozsądku. To najlepszy duet doradców! 

Muzyka to piękne tło dla celebrowania w przyjaznym gronie, dla rozmów, dla posiłku.

I tak naprawdę wszystko zależy od wizji Pary Młodej oraz osoby (czy też osób), odpowiedzialnej za muzykę na przyjęciu. Zatrudniając DJa czy zespół muzyczny, jasno ustalamy z nimi repertuar, wiemy czego się spodziewać a oni wiedzą, czego my oczekujemy. Umiejętnie poprowadzone wesele, z dbałością o różnorodność i energetyczny charakter – będzie wciąż pełnym parkietem, bez dąsów o brak disco-polo. Bo nikt tego braku nawet nie zauważy, czasu nie będzie pomiędzy jednym a drugim setem, gdy nogi rwą się do tańca a serce raduje na znane i lubiane, hity.

Zdjęcia (jak zawsze): Lady Amarena Photography

Innych zainteresowało też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *