Weselne podziemie | reporterska prowokacja

Sytuacja naszej branży w sezonie 2020 – była (i jest) tak dynamiczna, że gdybym chciała teraz spisać po kolei wszystko, co się od początku pandemii wydarzyło, miałabym z głowy już treść na cały artykuł. Etapy zamrożeń, odmrożeń, obostrzeń i poluzowań – każdy jednak śledził i zna, pominę więc je przynajmniej dzisiaj. Sezon 2020 to również fake newsy i clickbaity, jakie media wszelkiej maści – serwują nam i Parom, niemal bez końca. 

Najpierw mogliśmy poczytać o tym, że wesela są głównym źródłem zakażeń koronawirusem. Portale internetowe i stacje telewizyjne – wręcz się licytowały, gdzie wesele przyniosło miażdżąco dużo zakażeń. Okazywało się jednak, że wciąż i wciąż – jako przykład podawane są te same uroczystości. Mało tego. Główny Inspektorat Sanitarny udzielił informacji, jakoby oni nie prowadzili absolutnie żadnych zestawień źródeł zakażeń. Z prostej przyczyny. Nie sposób określić, gdzie doszło do takowego.

Tak było dotąd.

Aktualnie mamy zakaz organizacji wesel jakichkolwiek, branża gastronomiczna jest zamknięta (funkcjonują tylko w dowozie i na wynos). Teoretycznie więc nawet nie mamy możliwości zorganizować czegokolwiek w lokalu. Zakaz został wprowadzony w momencie, gdy niepoliczalna ilość Par i usługodawców – była przygotowana na najbliższy weselny weekend, który… odbyć się już nie mógł. Niejedna dramatyczna sytuacja wówczas miała miejsce, straty trudno jakkolwiek policzyć, trudno było jakkolwiek to ratować.

Pozostawały jedynie ceremonie zaślubin, bez przyjęcia, bez gości. Przyjęcia planowanego niekiedy latami. Opiewającego na wysokie koszty. Dającego pracę każdorazowo kilkudziesięciu nawet osobom.

Wracając do tematu bieżącej sytuacji: mamy zakaz organizacji wesel, spowodowany pandemią SARS-CoV-2. Wbrew temu, co się powszechnie mówi – ten zakaz nie został wprowadzony w końcówce sezonu. W tym roku sezon ślubny był znacznie przesunięty i każdy z nas, usługodawców – miał w listopadzie i grudniu zlecone terminy uroczystości. Tymczasem, gdy tkwimy w tym zakazie, jedna z moich Par poinformowała mnie o reportażu w Polsat News. Już sam tytuł nazwałabym mocno clickbaitowym: weselne podziemie.

Wbrew pozorom, nikt nie organizuje wesel w piwnicy ani w żadnym bunkrze. Reportaży Polsatu udając potencjalnych klientów, zrobili research w salach weselnych poza Warszawą. Bardzo szybko (tak może się wydawać) okazało się, że taką imprezę można zorganizować. Zasłoni się rolety, kaucja w gotówce na ewentualny mandat, fikcyjne umowy, żadnych faktur i te sprawy. Weselne podziemie, jak w tytule. Niby wszystko się zgadza.

Dobra. Tyle widzimy na ekranie, oglądając ten program. Nie wiem, jak innym ale mnie nasunęły się od razu dwa kluczowe pytania: 

  • Dlaczego reporterzy nie poszukiwali takich miejsc chociażby w tej Warszawie, tylko w jakichś totalnie odludnych lokalizacjach?
  • Ile sal weselnych musieli odwiedzić, obdzwonić – by spotkać się z odmową jakiejkolwiek organizacji, finalnie znajdując jakichś chętnych? W końcu w reportażu widzimy tylko zainteresowane obiekty, nie ma mowy o odmowach. Nie udawajmy, że ich nie było.

Oczywiste jest, że w zmontowanym materiale widzimy dokładnie to, co chciano nam zaprezentować w określonym czasie antenowym. Jeśli ktoś nie zna sytuacji wewnątrz branży – mógł sobie wyobrazić, że przedsiębiorcy weselni działają teraz w jakiejś szarej strefie, nie dość że bez dokumentowania dochodów, to jeszcze narażając na zakażenia i dalsze rozprzestrzenianie się pandemii. A teraz ustalmy sobie najważniejsze, nim przejdę dalej:

  1. Jestem oczywiście świadoma sytuacji i ewentualnych zagrożeń, konsekwencji. Świadoma, nie ogłuszona mass mediami.
  2. Nie bagatelizuję pandemii – bo to z kolei już głupie i nieodpowiedzialne.
  3. Nie panikuję. Zarażam spokojem. Wychodzę z założenia, że szumy informacyjne, fake newsy, miejskie legendy wszelkiego pochodzenia i opinie ludzi, którzy tych opinii wydawać nie powinni – robią więcej złego, zasiewając zbyt wiele niepokoju, prowadząc do zbędnej paniki. Jestem uważna i działam w spokoju, zbędne emocje nikomu tutaj nie pomogą.

A teraz idźmy dalej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że szara strefa (czy też jak kto woli: weselne podziemie) w branży weselnej istnieje w dobie pandemii. Tylko teraz ustalmy sobie coś jeszcze: przed epidemią ona również istniała i miała się dobrze. Nadal (w 2020!) istnieją miejsca, w których taką imprezę możemy zorganizować bez żadnej umowy, faktury. Nadal istnieją usługodawcy, którzy bez najmniejszego problemu – przyjdą na takie wesele, zrobią swoje i tyle w temacie. Nie udawajmy więc, że to pojawiło się w czasie pandemii, tylko po to by nieodpowiedzialnie balować pod obostrzeniami.

Po obejrzeniu reportażu, zdążyłam zrobić dokładny research wśród branżowych znajomych i zaprzyjaźnionych marek. Papeteria, kwiaty, detale – tutaj nie ma problemu. Wykonane na zamówienie, do odbioru lub wysyłki. Jasna sprawa. Żaden obiekt, żaden muzyk, żaden filmowiec i żaden fotograf – nie zgodziliby się z kolei na współorganizację teraz wesela. Nawet za tymi “zasłoniętymi roletami”. Być może dla ludzi spoza branży – nie są zrozumiałe pewne oczywiste dla nas, kwestie: firmy z branży ślubnej pracują na swoją pozycję dłużej, niż jeden sezon. 

Dlatego tak ważne jest uświadamianie swoich odbiorców, mówienie wprost o sytuacji, obalanie tanich fake newsów. W dobie social-media i takiej dostępności do wszelkich informacji, nic nas nie ogranicza. Osobiście wychodzę z prostego dość założenia: nie puszczam w świat żadnej informacji, której dokładnie nie sprawdzę. Kolejne tygodnie będą dla nas nadal prawdziwym niełatwym sprawdzianem. Fake newsy atakują z każdej strony, atmosfera lęku i chaosu jest dostrzegalna. Od nas zależy, czy zachowamy spokój i zdrowy rozsądek, czy popłyniemy z prądem tychże fake newsów i będziemy je ślepo powielać.

Nie interesują mnie pół-fakty, pół-opinie, pół-reakcje. Interesują mnie ludzie. Interesują mnie historie. Aktualnie te historie nie mogą się tworzyć – bo branża ślubna została zdepnięta w momencie, gdy już trudniej być nie może. Jestem rozgoryczona zarówno tym, że wszyscy głośno krzyczą w Internecie a gdy jakiś czas temu zaproponowałam konkretne działania i pomysły – zgłosiły się aż TRZY osoby. Trzy. Z dziesiątek tysięcy. W zamian czytam wszędzie komentarze pełne bólu i zawodu. Oprószone opiniami przedstawicieli branży, że po prostu… polskie wesela się zmienią. 

Tylko czy ktoś tych zmian chciał? Ktoś je zainicjował? Komuś odpowiadają?

Czy ktoś ma prawo mówić nam, że ta branża jest gorsza od innych? Duża część z nas edukowała się, inwestowała, na rzęsach stawała by stać się unikalną marką. Wielu z nas nie ma planu awaryjnego – bo przez wiele lat nie był potrzebny nawet przez moment. Pary Młode nie tyle nie mają już planów awaryjnych, co sił i emocji na nie. Ileż razy można przeżywać te same zawody? Nie umiem sobie tego wyobrazić.

Spójrzmy na to wszystko szerzej, niż na hasło weselne podziemie, które nas personalnie nawet nie dotyczy.

Spójrzmy na to wszystko szerzej, niż na uroczystości z przyszłego weekendu, które były planowane a zostały odwołane. Przed nami przecież kolejne sezony.

Spójrzmy na to wszystko szerzej, niż na własny biznes gdy sami mamy plan B i C. Nasi koledzy i koleżanki z branży mogą go nie mieć. Jeden usługodawca wesela nie zorganizuje, potrzeba nas więcej. By więcej z nas przetrwało.

Trzymajmy za siebie mocno kciuki. I działajmy, dla naszych Par i dla siebie!

Dodaj komentarz