Zaręczyny – i co dalej? Czy od razu muszą bić kościelne dzwony?

Wróciłaś do domu, już otwierając drzwi wejściowe – coś niepokojącego wisiało w powietrzu. W całym mieszkaniu ciemno, jedynie delikatny blask gdzieś w głębi korytarza. Zapomniałaś wyłączyć telewizor przed wyjściem? Co to może być za dziwne światło? Zatrzaskujesz drzwi, zapominasz nawet przekręcić wewnętrzny zamek, rzucasz torbę, w biegu rozpinasz płaszcz. Wpadasz do salonu a tam… świece, mnóstwo świec! Ciemno straszliwie. Tylko te świece rzucają jakąkolwiek jasność. 

Co tutaj się w ogóle wyprawia?! I wtedy to widzisz. Widzisz, że Twój partner przyklęka. Przed Tobą. W garniturze (nowym?!), z wielkim bukietem czerwonych róż (trzydzieści sztuk jak nic!), w dłoni trzyma małe czerwone pudełeczko. W kształcie serduszka. Tak, tak, kochana! Oświadcza się! Dokładnie w tej chwili Ci się oświadcza!

Obrazek niejednokrotnie widywany w filmach.

Zdarza się taki również w realnym życiu. Która z Was została poproszona o rękę w podobny sposób, w podobnych okolicznościach? Która z Was powiedziałaby w podobnej sytuacji TAK? Wracając na moment do filmów – bardzo często podobną sceną rozpoczynają się filmy traktujące o ślubach. Zazwyczaj już dzień po zaręczynach, bohaterka ląduje u wedding plannera, ustalona zostaje data i… wszystko inne. Nagle, z dnia na dzień, całe życie zaczyna się kręcić wokół tegoż ślubu i przygotowań do niego. Wydawałoby się to wręcz niemożliwe, prawda? Niczym przejście do zupełnie innej rzeczywistości. Do rzeczywistości rodzaju #będzieślub!

Dla wielu par jednak moment zaręczyn to jednocześnie start przygotowań przedślubnych. Nie ma tutaj miejsca na “za miesiąc”, “za pół roku”, “kiedyś”. To się dzieje od razu, automatycznie niemal. Tak jakby było zupełnie naturalnym, kolejnym krokiem – tym zaraz po pierścionku zaręczynowym. Najpierw wręczamy ten pierścionek wybrance, niedługo później ślubne zaproszenia bliskim.

I to jest normalne!

Dla innych z kolei narzeczeństwo to kolejny etap, który może trwać i trwać. Długie narzeczeństwo, podobnie jak te krótsze – ma swoje i plusy, i minusy. W przypadku tego pierwszego: mamy naprawdę sporo czasu na jeszcze lepsze poznanie się, dotarcie, doprecyzowanie wspólnych planów, celów, wartości. Nie trzeba się z niczym spieszyć, decyzje można podejmować w spokoju i pełnej koncentracji, dzielonej na pozostałe aspekty codziennego życia. Mówi się, że jeżeli chcemy coś budować – warto najpierw postawić pod tą budowę solidne fundamenty.

Ile powinno trwać narzeczeństwo? Dokładnie tyle, ile potrzebują narzeczeni.

To jedyna właściwa odpowiedź. Jedyna mająca prawo istnieć. Jedyna, która powinna być brana pod uwagę. Decyzja o długości narzeczeństwa, o momencie gotowości do samego już ślubu i związanych z nim, przygotowań – leży tylko i wyłącznie po stronie samych narzeczonych. Na nic próby wywierania presji, na nic subiektywna argumentacja, na nic dopominanie się i kąśliwe uwagi. Nie warto zmuszać pary do pospiesznej decyzji, to ich prywatna sprawa. 

Idźmy dalej. Nie można zmuszać Drugiej Połowy do ślubu. Powinna to być wspólna, przemyślana decyzja. Obojga, nie tylko jednego z partnerów i podporządkowanie się przez drugą osobę. Bo absolutnie nie o to w tym chodzi!

Skrajnie nieodpowiedzialnym, egoistycznym i… zwyczajnie głupim – jest planowanie ślubu i wesela za plecami partnera. Bardzo często spotyka się takie rady, o zgrozo. Gdy narzeczona żali się o opieszałość narzeczonego w przygotowaniach do ewentualnego ślubu – usłyszeć może: zacznij planować i organizować bez niego, mężczyźni i tak mało się angażują w weselne tematy. A skąd żale? Bo przecież oświadczył się dwa tygodnie temu (!) a jeszcze do żadnej sali weselnej nie pojechał! No halo, dziewczyny – zaręczyny dzisiaj, naprawdę nie muszą oznaczać ustalania daty ślubu już jutro. Tydzień, dwa, miesiąc, dwa miesiące – to nie jest wbrew pozorom, długi czas. Nie zawsze coś dzieje się od razu. Bo przecież wcale nie musi.

I tutaj powinno paść znów: najważniejsza jest rozmowa.

Związek, poprzedzający zaręczyny – powinien dać Wam jasność w bardzo wielu kwestiach. Powinniście poznać na tyle siebie i swoje wzajemne oczekiwania, że takie sytuacje już po pierścionku, nie powinny mieć w ogóle miejsca. Powinniście doskonale wiedzieć, jakie są Wasze wyobrażenia, jaka jest kolej rzeczy odpowiednia według Was. Na takie tematy i rozmowy jest czas PRZED tym momentem, gdy powiemy tak. Nie później, nie w odwrotnej kolejności. Powtórzmy: przed decyzją o narzeczeństwie, tego typu kwestie powinny być dla Was nawzajem maksymalnie jasne. Koniec kropka.

Wiele tematów powinno zostać poruszone jeszcze w okresie “chodzenia ze sobą”, narzeczeństwo to już ostatni dzwonek na tego typu sprawy! Jaki ślub chcielibyście wziąć? Z weselem czy bez? Hucznym czy kameralnym? Tradycyjnie czy po swojemu? Gdzie zamieszkacie po ślubie? Chcecie mieć dzieci? Ile? Kiedy? Jak będą wyglądały obowiązki domowe po wspólnym zamieszkaniu? I tak dalej, i dalej.

Wspólne mieszkanie przed ślubem ma właśnie dlatego, niebywały plus. Pewne aspekty wspólnego życia codziennego, po prostu wychodzą w tzw. praniu. I nikt nie musi się później niczemu dziwić, wszystko jest jasne od początku. I nie, nie dajcie się zwieść obietnicom typu: po ślubie to się zmieni. Nie, nie zmieni. Ślub nie odmienia w jakiś magiczny sposób dwojga ludzi. Nie wpływa w jakiś cudowny sposób na ich przywary i zwyczaje. Nie, nie i jeszcze raz nie. To tak nie działa.

I naprawdę trzeba o tym mówić. Bo istnieje jakieś takie niepisane przekonanie, że ślub wszystko zmienia, absolutnie wszystko. Może tak być, jednak nie jest to tak proste i oczywiste, jak pokazują romantyczne komedie.

Miejcie to na uwadze, rozmawiajcie dużo. Zadawajcie pytania, wnikliwie szukajcie odpowiedzi. Nie bójcie się pewnych tematów, nie omijajcie za wszelką cenę odpowiedzi na pewne pytania. Czasami o wiele prościej jest poznać siebie nawzajem na początku wspólnej drogi niż później, o wiele za późno. Za późno na cokolwiek.

A gdyby tak w skrócie odpowiedzieć – kiedy jest dobry czas na zaręczyny, kiedy jest odpowiedni moment na ślub? Kiedy zacząć przygotowania?

Po pierwsze: gdy uznacie, że jesteście gotowi.

Po drugie: gdy uznacie, że to już ten moment.

Po trzecie: gdy wiecie, czujecie to i jesteście absolutnie pewni swoich decyzji i działań.

Po czwarte: gdy robicie to dla siebie. Nie bo tak wypada, nie bo rodzice by chcieli, nie bo wszyscy dookoła to robią.

Po piąte i najważniejsze: gdy znacie siebie nawzajem od podszewki, swoje oczekiwania, swoje wyobrażenia i nie boicie się o tym rozmawiać.

Naprawdę nie podejmujcie zbyt pochopnie tak wielkich decyzji. Nie ulegajcie jakiejś absurdalnej presji. Nie idźcie za tłumem. To, że całe rodzeństwo już dawno po ślubach – nie oznacza, że musicie za nimi nadążyć. To, że rodzice dopytują – nie oznacza, że musicie brać ślub dla ich szczęścia, To, że suknie ślubne są piękne a ceremonie wzruszające – nie oznacza, że musicie je jak najszybciej odhaczyć dla własnej satysfakcji. 

Szukajcie głębi, szukajcie sensu głębszego niż ustawienie stolików i menu. Rozmawiajcie, rozwiewajcie wzajemne wątpliwości od razu, nie zostawiajcie nic na później, nie zostawiajcie niedomówień. Na wszystko musicie czuć się gotowi, oboje. 

zdjęcia: ekipa PiKwadrat
make up: Delfina Kardaś-Kotlicka
włosy: Rosie Jaredovna
miejsce: Spichlerz Wąsowo
suknie: HS Dress Poznań

Innych zainteresowało też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *