#zrobiliśmyniemożliwe Gosia i Wojtek

Ślub i wesele to niewątpliwie czas, kiedy celebrujemy coś pięknego z ludźmi absolutnie dla nas najważniejszymi, najbliższymi. To właśnie w takim towarzystwie powinniśmy spędzić ten wyjątkowy dzień! Bardzo często to powtarzam, powtórzę i tym razem: pamiętajmy, że zaproszeni przez nas bliscy – to przede wszystkim nasi goście. Wcale nie muszą chcieć ani czuć się w obowiązku, jakkolwiek angażować w przygotowania. I to powinno być oczywiste. Naturalne wręcz. Koniec kropka. Bo nie o tym dziś. 

Dziś będzie o sytuacji zupełnie odwrotnej.

Pierwszy taniec. Temat obszerny. Ile par – tyle pomysłów. Ile pomysłów – tyle wykonań. Ile wykonań – tyle emocji. To właśnie te emocje są najważniejsze, czyż nie…? Ogromnie ucieszyło mnie wyzwanie, jakie rzucili mi Gosia i Wojtek. Zainspirowani jakimś filmikiem w sieci, postanowili w swój pierwszy taniec zaangażować bliskich. Mało tego! Ci bliscy z niesamowitym entuzjazmem podeszli do zadania, jakim były przygotowania.

A same już przygotowania były wielkim wyzwaniem logistycznym! Sześć zupełnie różnych osób spotykało się regularnie by ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Sześć zupełnie różnych charakterów, które idealnie zgrały się we wspólnej salsie. Tak, tak! W salsie! I powiem Wam, z perspektywy czasu, że o tak wiele pozytywnych emocji, których dostarczała mi regularnie ta grupka ludzi – naprawdę trudno. Mimo ogromnego zmęczenia, presji czasu, napiętego grafiku, zawsze wracałam ze spotkań z nimi, mega naładowana dobrymi wibracjami. 🙂

Jak oceniam pomysł zaangażowania bliskich w przygotowania pierwszego tańca? Pomysł oryginalny, wiążący się z wieloma wzruszeniami, naprawdę fajnymi wspomnieniami i czarującym efektem, mającym zaskoczyć pozostałych gości. 

Wdzięk, luz i… wszystko po swojemu!

30 czerwca 2018 roku, Gosia i Wojtek ślubowali sobie przed Bogiem, w obecności swoich najbliższych. Później przepłynęli do restauracji we wrocławskim zoo. Dokładnie tak, jak czytacie. Z kościoła do sali przepłynęli a wesele odbywało się w zoo. Niebanalnie, nieco zwariowanie, trochę inaczej niż standardowo się przyjęło. Pogoda dopisała pięknie, podniosłe nastroje udzieliły się wszystkim a wzruszeniom nie było końca.

Pierwszy taniec do Bailando Enrique Iglesiasa, wesele w zoo, zwiewna dziewczęca suknia ślubna u Panny Młodej i klasyka stylizacji u Pana Młodego. Zabrakło najmniejszej nawet presji, obeszło się bez upartego dążenia do nieosiągalnego ideału, wystarczyła dobra energia, zdroworozsądkowe podejście pełne nieskończonego entuzjazmu i wdzięk na każdym kroku. Bo akurat wdzięku nie można im odmówić, roztaczają go dookoła z niesłychaną lekkością.

Byłam z nimi w toku przygotowań, poznałam przez te kilka miesięcy i zapamiętałam bardzo pozytywnie, na samą myśl o nich – się uśmiecham. Oby więcej takich cudownych, wpatrzonych w siebie nawzajem, wdzięcznych, par! 

photo: Robert Zieliński

Innych zainteresowało też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *